No przecież mieliśmy być spokojni! W końcu zaczęliśmy przygotowania dużo wcześniej, żeby nic nam nie umknęło, wszystko wziąć pod uwagę i żeby ze wszystkim zdążyć na czas…

Planowaliśmy do wszystkiego podejść na luzie, mówiliśmy, że nie będziemy panikować, a tu proszę – na zmianę mamy nieprzespane nocki, bo włącza się milion myśli na temat TEGO dnia, albo śnią się koszmary – kłótnia ze świadkiem, czy brak gości na weselu.

Ciężko nie skupiać myśli na ślubie, skoro przez blisko rok poświęciło się ogrom pracy i czasu żeby wszystko spiąć. Tym bardziej, że co chwilę pojawiają się nowe „wyzwania”, które niejednokrotnie narzucają nam nasi kooperanci czy nawet rodzina. Nie ukrywajmy, zostało naprawdę niewiele czasu i każda zmiana planów wiąże się raczej z nerwową reakcją z naszej strony.

Plany na ten tydzień: ponowne rozmieszczenie winietek na stołach, wizyty u fryzjera, kolejna przymiarka sukni, odbiór garnituru, zamówienie kwiatów i kolejna lista pytań do restauracji (właśnie dowiedzieliśmy się, że na sali obok będzie inna impreza). Czeka nas również kolejne podejście do wymyślenia dekoracji na nasz stół… Może chociaż to zrobi się samo?

Reklamy