Tagi

, , , , , , ,

To co tworzy dziewczynę Panną Młodą to suknia.

O ile w przypadku Pana Młodego garnitur może zostać założony na inną okazje, o tyle standardowa suknia, raczej trafi do szafy. Ciężko jednak oprzeć się pokusie założenia na siebie czegoś tak pięknego, zwłaszcza, że tego dnia wszystkie oczy będą zwrócone na Parę Młodą.

Powinnam pewnie powiedzieć, że od dziecka marzyłam o pięknej białej balowej sukni, w której stanę przed ołtarzem. No ale nie, nie było tak. Przez jakiś czas marzyła mi się suknia bardzo dopasowana, lejąca, do kostek, ale niekoniecznie biała, więc ciężko nazwać to marzeniami o sukni ślubnej.

Zaczynając poszukiwania raczej nie miałam pomysłu na swój wygląd TEGO dnia. Oglądając katalogi oko zawieszałam na przeróżnych modelach. Wizyta w pierwszym salonie zweryfikowała marzenia z rzeczywistością – to co mi się podobało dobrze wyglądało tylko na modelkach, a ani wzrostem ani figurą modelki nie przypominam.

Jak zdecydowałam się na suknię? Po prostu zakochałam się w nakrapianym tiulu (ciekawostka: nazywany w salonach koronką i kosztujący tyle co koronka). Niewiele sukni uszytych z tiulu miało moje wymarzone kropeczki, dlatego szukałam długo, ale wyboru dokonałam szybko. Właściwie krój był sprawą drugorzędną, chociaż trzeba przyznać, że ostatecznie jest całkiem niezły – dopasowana góra i szeroki dół (mnóstwo tiulu).

Obiecywałam sobie, że nie będę miała „obręczy” pod suknią po opowieściach koleżanek, które były świadkami tragedii pękającego plastikowego kółka – oczywiście skończyło się na tym, że mało tego, że halka będzie miała obręcz, to dodatkowo będzie sporych rozmiarów (zadecydowała wygoda).

Dodatki – buty, welon, czy biżuteria to naprawdę długa historia… Znowu wyobrażenia  na temat poszczególnych elementów stroju okazały się zupełnie niepraktyczne, niedopasowane, albo po prostu nie dla mnie.

Buty – kupiłam piękne szpilki, takie jakie chciałam mieć, ale ostatecznie wystąpię w płaskich balerinach (zadecydowała wygoda).

Welon – jaki welon? od samego początku planowałam, że we włosach będę miała ozdobę typu „fascynator” (koniecznie wygooglujcie), okazało się jednak, że to, co mi się podoba nie pasuje do mnie i/lub do sukni, więc skończyło się na opasce z małą satynową kokardką.

Biżuteria – jak wybrać biżuterię jeśli na co dzień raczej się jej nie nosi? Krój sukni wymusza brak jakiegokolwiek naszyjnika, a wzór i guziki wykluczają błyszczące kamienie. Finalnie – perełki w uszach, perełki na nadgarstku (minimalistycznie).

Oczywiście dodatki ślubne kosztują bardzo dużo, dlatego opaskę i podwiązkę (tak, bawię się w te przesądy i zwyczaje) wykonuję sama, biżuteria kupiona w internecie, a buty w niedrogiej sieciówce. No mam węża w kieszeni i nic na to nie poradzę.

Jeszcze bukiet… Też pewnie skończy się na wykonaniu go samodzielnie – trochę gipsówki, nawet niekoniecznie w regularnym kulistym kształcie. Znowu oszczędności i minimalizm.

Chciałabym napisać jak wybrać suknie, jak dobierać dodatki itd. Niestety na to nie ma mądrzejszej rady jak to, żeby się ubrać, a nie przebrać. Nie jest istotne czy suknia będzie wypożyczona czy kupiona, duża czy mała. Nie trzeba wcale stroić się w kolie z diamentami.

Drogie Panny Młode, najważniejsze to czuć się dobrze i wygodnie tego dnia – tej myśli się trzymajcie.

Reklamy