Tagi

, , , , , ,

DSC_0409Dziś o zaproszeniach.

Wybór zaproszeń okazał się dość prosty – bardzo szybko ograniczyliśmy listę ofert. W sumie zaproszenia, których fotografię widzicie obok wygrały dzięki cenie (koszt poniżej 2 zł + koperta gratis) i poleceniu firmy, która je przygotowała. Dwa ważne argumenty przemawiające „za”, które bardzo szybko okazały się argumentami „przeciw”.

Przygoda z firmą Amelia Wedding zaczęła się od przygotowania projektu zaproszeń – tutaj plusik dla Amelii, mają własny kreator, który działa, jak działa, ale pozwala samodzielnie przygotować treść zaproszeń, rozmieszczenie tekstów, wybrać czcionkę i jej rozmiar. Teoretycznie przyspiesza również czas realizacji zamówienia – czy tak faktycznie jest nie wiemy, nasze zamówienie składaliśmy 16.03 a gotowe zaproszenia otrzymaliśmy 27.03 (czas realizacji standardowego zamówienia).

Po przygotowaniu trzech projektów (zawiadomienia, zaproszenia spersonalizowane oraz zaproszenia bez personalizacji) i uregulowaniu należności otrzymaliśmy informację, że koperty, które wybraliśmy wcale nie zostaną dołączone GRATIS do zaproszenia, ponieważ dołączane są jedynie koperty w kolorze białym, a mnie zachciało się kopert ecru (dla mniej zorientowanych ecru=kremowy). Może wymyślam, ale czy kremowe zaproszenie może wyglądać estetycznie w białej kopercie? Amelia Wedding życzy sobie 0,40 zł za każdą kremową kopertę, a napis na stronie produktu „Koperta Gratis!” dotyczy, co oczywiste, jedynie białych kopert. Że też się nie domyśliłam!

Oczywiście próbowałam wyjaśnić tę kwestię, sugerowałam, że informacja na stronie www wprowadza w błąd, ale słyszałam tylko zdartą płytę: „standardy firmy dotyczą kopert białych”. Dalsza dyskusja nie miała sensu, więc dopłaciłam ile chcieli za koperty ecru i poprosiłam o dostarczenie również kopert białych (w końcu należy mi się koperta gratis zgodnie ze standardami firmy).

Niestety Amelia Wedding nie poczuło się do odpowiedzialności i usłyszeliśmy tylko, że nie otrzymamy dwóch kopert do jednego zaproszenia („standardy”).

Złość, furia, irytacja. Jednak F. zachował rozsądek (jak to na programistę przystało) i usłyszałam: weź się uspokój, odpuść, bo nam zaproszenia schrzanią.

Tak oto znaleźliśmy się w tym punkcie, lekko zniesmaczeni całym zajściem i czujący potrzebę opowiedzenia całej historii.

Na szczęście zaproszenia wyglądają całkiem nieźle – myślę, że tego oczekiwaliśmy po ich wyglądzie.

A co Wy o nich myślicie?

Reklamy