Projekt „Ślub i wesele” zakończony spektakularnym sukcesem

Tagi

, , , ,

Niedziela, 28.06. Wesele odespane. Stres uleciał.

Ale wróćmy do początku…

Piątek nie zapowiadał się zbyt ciekawie, jeśli pod uwagę weźmiemy tylko warunki pogodowe. Noc spędziliśmy w ogromnym okrągłym łożu małżeńskim (szczegóły pominę 🙂 ). Wstaliśmy już ok. godz. 6.oo niecierpliwi jak dziecko oczekujące na otwarcie prezentu. Śniadanie w postaci szwedzkiego stołu minęło całkiem spokojnie z widokiem na teren Pensjonatu, przy odgłosach letniego poranka na polskiej wsi.

Odczuwalny start nastąpił ok. 9.30 – spotkanie pięknej Panny Młodej z fryzjerką. Moim zdaniem fryzurka wyszła rewelacyjnie.
Prawie w tym samym czasie zjawiła się ekipa odpowiedzialna za uwiecznienie wesela na zdjęciach. Panowie udali się na zwiedzenie ośrodka oraz wykonali pierwsze plany ujęć oraz zdjęcia z czesania Karolci.

Godzina 11.oo miała być czasem makijażu Karolci. Skończyło się na pierwszym stresie – okazało się, że makijażystka oczekiwała na Karolcię w swoim salonie – Karolcia czekała „Pod Strzechą”. Ostatecznie udało się wszystko doprowadzić do końca.
Ta godzina była też najważniejsza z punktu widzenia zorganizowania miejsca, w którym miała się odbyć cała ceremonia ślubna. Przyjechał Pan Krystian z firmy Horeca, która zobowiązała się dostarczyć zadaszenie dla ceremonii ślubnej oraz krzesła dla gości.
Nie będę ukrywał, że białe krzesła, zadaszenie i czerwony dywan – wszystko to na zielonym trawniku – nawet na mnie robiły wrażenie.

Największy stres miał dopiero nadejść. Niedługo przed 14.oo znad jeziora zaczęły napływać chmury burzowe. Rozpadało się. Lało jak z cebra. Z coraz bardziej załamaną Panną Młodą nie mieliśmy planu awaryjnego. DJ i fotograf zobowiązali się załatwić idealną pogodę – brak deszczu, nie za zimno, nie za ciepło – idealnie. PANOWIE NAPRAWDĘ DALI RADĘ.

Ze względu na zbliżającą się godzinę 16.oo trzeba było się ubrać w ciuszki wyjściowe – wiązało się to oczywiście z dodatkową sesją zdjęciową uwieczniającą przygotowania.

Godzina zero – goście siedzą a my postanowiliśmy powiedzieć TAK.

Ślubu udzielał nam Pan Mateusz – P.O. Wójta Gminy Ostrowite w asyście super-uprzejmej Pani Marii – Kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w Ostrowitem.

Przyznam się bez bicia, że mimo bycia samcem – w pewnym momencie ceremonii zrobiło mi się miękko 🙂 Stres przeszedł jednak szybko w rozpierającą dumę.

Po uroczystym, jednogłośnym TAK, wśród braw gości oddaliliśmy się do miejsca, w którym postanowiliśmy przyjąć życzenia. Wszystko przebiegło sprawnie.

Zdjęcie grupowe z wszystkimi gośćmi i przywitanie chlebem, solą i wo… wódą przez obsługę Pensjonatu. Zbicie kieliszka udało się tylko mojej lepszej połówce. Z rozgrzanymi od środka brzuchami udaliśmy się na salę, gdzie został wzniesiony toast przez wszystkich gości.

Czekaliśmy już tylko na drugi i ostatni stresujący moment – pierwszy taniec.
Obiad szybko wjechał a my zostaliśmy zaproszeni na środek w celu wykonania pierwszego tańca do utworu:

http://www.youtube.com/watch?v=NGFToiLtXro

Utwór został zmieniony kilka dni przed weselem ze względu na różne potencjalne problemy oraz zgranie tego ze scenariuszem.

Goście dołączyli i zaczęła się impreza… myślę, że całkiem niezła.

Na poniedziałek zostawiliśmy sobie sesję plenerową oraz wizytę w Urzędzie Stanu Cywilnego oraz początek nowej – wspólnej drogi życiowej.

Podziękowania (kolejność przypadkowa):

Dla Pana Mateusza i Pani Marii z USC w Ostrowitem za profesjonalne, pełne godności oraz niezwykle sympatyczne podejście oraz udzielone nam wsparcie i pomoc.

Dla firmy Horeca z Jeleniej Góry za zorganizowanie krzeseł i zadaszenia oraz za wszelką pomoc udzieloną przez reprezentanta firmy – Pana Krystiana, który nie tylko przywiózł cały sprzęt, ale jeszcze pomógł przy wszelakich ustawieniach i usprawnieniach.

Dla fotografów Marcina z Chocoberry Studio i Jego przesympatycznego pomocnika Pawła Adlera za zdjęcia ze ślubu, wesela i niesamowitą sesję plenerową.

Dla ekstremalnie dobrego DJa Tomka i Jego pomocnika za nagłośnienie ceremonii i profesjonalne rozkręcenie imprezy oraz przeprowadzenie ekscytujących konkursów – jeszcze dnia następnego ludzie nie mogli przestać tańczyć i śpiewać.

Dla Pani Agnieszki oraz Pani Izabelli z Pensjonatu Pod Strzechą za wszelkie ustalenia przedślubne związane z całą ceremonią oraz weselem, pomoc w ustaleniu ustawienia stołów i ułożeniu scenariusza, menu i wielu szczegółów całej imprezy.

Dla Pana Daniela – opiekuna sali za wyrozumiałość, wytrwałość i cierpliwość oraz za pomoc w zajęciu się każdą sprawą związaną z organizacją.

Dla obsługi technicznej Pensjonatu Pod Strzechą za dogranie wszystkiego, pomoc przy realizacji każdej prośby związanej z dekoracjami i wyrozumiałość wobec naszych wymagań i kaprysów oraz za przygotowanie niesamowitego jedzenia.

Dla cukierników, którzy dołożyli wszelkich starań, aby ciasta nie były przesłodzone. „Niestety” torty (zwłaszcza gruszkowy) okazały się tak dobre, że ledwo udało mi się spróbować.

Dla Agaci za zawiązanie mojego krawata.

Dla wszystkich, których nie wymieniłem, a którzy przyczynili się do tego, że ten dzień i ta noc były naprawdę wyjątkowe.

Wskazówka dla Panów Młodych: w dniu ślubu znajdźcie sobie zajęcie – u mnie była to pomoc przy rozkładaniu elementów potrzebnych do organizacji ślubu i wesela. Zaletą było to, że byłem bardzo spokojny nie myśląc o ślubie – wadą to, że szybko odpadłem na weselu przez zmęczenie fizyczne. (Taniec z małżonką przy „Wyginam śmiało ciało” także dał mi popalić)

Filip – świeżo upieczony mąż.

PS.: Nic dodać nic ująć. Tak to było.
Dziękuję wszystkim znajomym i rodzinie, którzy wspierali nas do ostatnich minut przed rozpoczęciem imprezy.

Karolina – żonka 😉

Dziś

To już dziś. Jak się pewnie domyślacie niniejsze słowa pisane są w tak zwanym międzyczasie, w dużym pośpiechu.

Czujemy się przygotowani. Liczymy na to, że pozwoli nam to uniknąć stresu, chociaż obawiamy się niespodzianek.DSC_01371

Niedawno zjedliśmy śniadanie, teraz czekamy na namiot, krzesła i fryzjera 😉

Trzymajcie kciuki!

Do chaosu stres gratis!

No przecież mieliśmy być spokojni! W końcu zaczęliśmy przygotowania dużo wcześniej, żeby nic nam nie umknęło, wszystko wziąć pod uwagę i żeby ze wszystkim zdążyć na czas…

Planowaliśmy do wszystkiego podejść na luzie, mówiliśmy, że nie będziemy panikować, a tu proszę – na zmianę mamy nieprzespane nocki, bo włącza się milion myśli na temat TEGO dnia, albo śnią się koszmary – kłótnia ze świadkiem, czy brak gości na weselu.

Ciężko nie skupiać myśli na ślubie, skoro przez blisko rok poświęciło się ogrom pracy i czasu żeby wszystko spiąć. Tym bardziej, że co chwilę pojawiają się nowe „wyzwania”, które niejednokrotnie narzucają nam nasi kooperanci czy nawet rodzina. Nie ukrywajmy, zostało naprawdę niewiele czasu i każda zmiana planów wiąże się raczej z nerwową reakcją z naszej strony.

Plany na ten tydzień: ponowne rozmieszczenie winietek na stołach, wizyty u fryzjera, kolejna przymiarka sukni, odbiór garnituru, zamówienie kwiatów i kolejna lista pytań do restauracji (właśnie dowiedzieliśmy się, że na sali obok będzie inna impreza). Czeka nas również kolejne podejście do wymyślenia dekoracji na nasz stół… Może chociaż to zrobi się samo?

Panna Młoda

Tagi

, , , , , , ,

To co tworzy dziewczynę Panną Młodą to suknia.

O ile w przypadku Pana Młodego garnitur może zostać założony na inną okazje, o tyle standardowa suknia, raczej trafi do szafy. Ciężko jednak oprzeć się pokusie założenia na siebie czegoś tak pięknego, zwłaszcza, że tego dnia wszystkie oczy będą zwrócone na Parę Młodą.

Powinnam pewnie powiedzieć, że od dziecka marzyłam o pięknej białej balowej sukni, w której stanę przed ołtarzem. No ale nie, nie było tak. Przez jakiś czas marzyła mi się suknia bardzo dopasowana, lejąca, do kostek, ale niekoniecznie biała, więc ciężko nazwać to marzeniami o sukni ślubnej.

Zaczynając poszukiwania raczej nie miałam pomysłu na swój wygląd TEGO dnia. Oglądając katalogi oko zawieszałam na przeróżnych modelach. Wizyta w pierwszym salonie zweryfikowała marzenia z rzeczywistością – to co mi się podobało dobrze wyglądało tylko na modelkach, a ani wzrostem ani figurą modelki nie przypominam.

Jak zdecydowałam się na suknię? Po prostu zakochałam się w nakrapianym tiulu (ciekawostka: nazywany w salonach koronką i kosztujący tyle co koronka). Niewiele sukni uszytych z tiulu miało moje wymarzone kropeczki, dlatego szukałam długo, ale wyboru dokonałam szybko. Właściwie krój był sprawą drugorzędną, chociaż trzeba przyznać, że ostatecznie jest całkiem niezły – dopasowana góra i szeroki dół (mnóstwo tiulu).

Obiecywałam sobie, że nie będę miała „obręczy” pod suknią po opowieściach koleżanek, które były świadkami tragedii pękającego plastikowego kółka – oczywiście skończyło się na tym, że mało tego, że halka będzie miała obręcz, to dodatkowo będzie sporych rozmiarów (zadecydowała wygoda).

Dodatki – buty, welon, czy biżuteria to naprawdę długa historia… Znowu wyobrażenia  na temat poszczególnych elementów stroju okazały się zupełnie niepraktyczne, niedopasowane, albo po prostu nie dla mnie.

Buty – kupiłam piękne szpilki, takie jakie chciałam mieć, ale ostatecznie wystąpię w płaskich balerinach (zadecydowała wygoda).

Welon – jaki welon? od samego początku planowałam, że we włosach będę miała ozdobę typu „fascynator” (koniecznie wygooglujcie), okazało się jednak, że to, co mi się podoba nie pasuje do mnie i/lub do sukni, więc skończyło się na opasce z małą satynową kokardką.

Biżuteria – jak wybrać biżuterię jeśli na co dzień raczej się jej nie nosi? Krój sukni wymusza brak jakiegokolwiek naszyjnika, a wzór i guziki wykluczają błyszczące kamienie. Finalnie – perełki w uszach, perełki na nadgarstku (minimalistycznie).

Oczywiście dodatki ślubne kosztują bardzo dużo, dlatego opaskę i podwiązkę (tak, bawię się w te przesądy i zwyczaje) wykonuję sama, biżuteria kupiona w internecie, a buty w niedrogiej sieciówce. No mam węża w kieszeni i nic na to nie poradzę.

Jeszcze bukiet… Też pewnie skończy się na wykonaniu go samodzielnie – trochę gipsówki, nawet niekoniecznie w regularnym kulistym kształcie. Znowu oszczędności i minimalizm.

Chciałabym napisać jak wybrać suknie, jak dobierać dodatki itd. Niestety na to nie ma mądrzejszej rady jak to, żeby się ubrać, a nie przebrać. Nie jest istotne czy suknia będzie wypożyczona czy kupiona, duża czy mała. Nie trzeba wcale stroić się w kolie z diamentami.

Drogie Panny Młode, najważniejsze to czuć się dobrze i wygodnie tego dnia – tej myśli się trzymajcie.

Wygląd Pana Młodego

Tagi

, , , , ,

Czasami odnoszę wrażenie, że wygląd Pary Młodej, a pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że w szczególności Panny Młodej, jest najważniejszy. I nie mówię tu o tym ile czasu pochłania zaplanowanie wyglądu i skompletowanie stroju.

Jakie jest Wasze pierwsze skojarzenie kiedy usłyszycie ślub lub wesele? Widzicie parę białych gołębic, serduszka, czy raczej Parę Młodą – Ona w bieli, On elegancki jak nigdy w szykownym fraku?

Każda rozmowa dotycząca przygotowań do wesela schodzi w końcu do tematu sukni. „A suknia wybrana? Kupiłaś już suknię? Szyłaś czy gotowa? Biała czy kremowa? Koronka czy coś tam …?”

W sklepach z męską odzieżą słyszymy: „A jaka będzie suknia?”, bo nie można wybrać garnituru czy krawata bez tej wiedzy.

Na temat wyglądu Panny Młodej następnym razem, a dziś, jako że całkiem na świeżo, opowieść o stroju Mężczyzny.

Garnitur to był mały pikuś. Poważnie. Wymyśliliśmy, że będzie granatowy i jest. Miał być taliowany i sprawiać, że F będzie w nim wyglądał jak James Bond. Wszystkie kryteria spełnione, uniform kupiony.

Dalej się sprawa skomplikowała, bo uniformy Narzeczonych muszą być spójne.

Kryteria, wskazówki, które otrzymaliśmy (oczywiście sprawdzą się pewnie tylko w bardzo podobnym zestawieniu strojów Pary Młodej):

  • koszula – pod kolor sukni –  ecru, a lepiej ivory (jest w ogóle jakaś różnica?) – wybrana może zostać dopiero po porównaniu jej z próbką sukni. Oczywiście mankiet na spinki, bo guzik mało elegancki. Na koszuli raczej żadnych ozdób.
  • spinki do mankietów – koniecznie pod kolor biżuterii Narzeczonej.
  • krawat – tu dla nas zaskoczenie, w kolorze koszuli, opcjonalnie z delikatnym wzorem/deseniem.
  • poszetka (definicja tutaj, nie dziękujcie) – w kolorze krawatu.
  • pasek – koniecznie trzeba pamiętać, żeby klamra była zatrzaskowa i pełna, a kolorystycznie pasowała do pozostałych dodatków; kolor paska pod kolor butów
  • buty – cielęca skóra, koniecznie i bezapelacyjnie; do granatowego garnituru tylko brąz lub czerń.

Koszula i krawat mają tworzyć „dobre tło” dla Panny Młodej, krawat nie może być krzykliwy, albo kompletnie niedopasowany kolorystycznie. W większości sklepów słyszeliśmy o zakupie krawata w kolorze koszuli, żeby Narzeczony wyglądał inaczej niż pozostali mężczyźni na sali. Opcjonalnie mogliśmy zdecydować się na muchę, ale w tym przypadku mógłby wyglądać jak kelner. Szukaliśmy krawata kremowego w granatowe grochy – to już ekstrawagancja, wszyscy otwierali oczy ze zdziwienia. Ostateczni kupiliśmy gładki, w kolorze koszuli.

W grę wchodziła tylko poszetka w kolorze ecru – kolor dozwolony, jeśli suknia ma jakiś kolorowy dodatek.

Elegancki pasek, najlepiej pasujący do spinek, spinki pasujące lub nawiązujące do biżuterii Panny Młodej. Najważniejsze żeby On i Ona ustalili czy dodatki będą złote czy srebrne.

A co jest w tym najgorsze? Za dodatki płacisz jak za zboże – jedwabna poszetka za stówkę… no ale czego się nie robi żeby świetnie wyglądać tego jednego wyjątkowego dnia…

Tradycyjnie czy po swojemu?

Tagi

, , , ,

Harmonogram wesela zazwyczaj wygląda dokładnie tak samo – powitanie, toast, obiad, pierwszy taniec, impreza przepleciona kolejnymi toastami, podziękowania dla rodziców, oczepiny, taniec „nowej” młodej pary. Pominęłam coś?

Jeśli chodzi o obsługę lokalu, to nawet nie zakładają, że wesele w czymś może odbiegać od przyjętego szablonu – tak, pokaz pirotechniczny oraz wiążące się z tym wyjście gości weselnych na zewnątrz to nie lada niespodzianka. I do tego całkiem problematyczna. Konferansjer pewnie podchodzi do tego trochę bardziej elastycznie, choć niewykluczone, że dużo zależy na kogo akurat młoda para trafi.

Chyba ciężko odbiec od schematu i przeorganizować cały harmonogram wesela. Tradycyjnie też bywa fajnie.

W naszym przypadku „zadaniami z gwiazdką” będą: pierwszy taniec oraz podziękowania dla rodziców, ale po kolei.

Toasty, okrzyki „gorzko!”, czy cała tradycja związana z pozbywaniem się welonu absolutnie nam nie przeszkadzają, a wręcz kojarzą się z weselem, więc nie widzimy problemu, żeby na naszej imprezie również miały miejsce.

Co do pierwszego tańca, to już trochę o tym pisaliśmy – problemy z wyborem tej „idealnej” piosenki, skrępowanie, wzrok co najmniej 60 osób na naszych plecach. Piosenkę już mamy (UWAGA! dalej spojler!), właściwie mieliśmy ją od początku i na nic nie możemy jej zmienić 😛 Pozostaje kwestia stresu i dyskomfortu. Tu na przeciw wyszedł Tomek (DJ), który przedstawił kilka alternatyw między innymi polonez tańczony przez wszystkich gości lub pierwszy taniec trwający 20-30 sek. Nie zdecydowaliśmy jeszcze jak do końca będzie to wyglądało, więc dalej nie ma co zabierać Waszego czasu.

Kolejna kwestia oznaczona znakiem zapytania to podziękowania. Temat trudny – tradycja piękna, ale nieaktualna (przynajmniej w naszym przypadku), a w dodatku takie to pozowane…

„A teraz młoda para podziękuje rodzicom. Zapraszamy wszystkich na parkiet, rodziców oraz nowożeńców na środek sali, a pozostali goście utworzą wokół nich kółko. Chwyćmy się za ręce”. W tym momencie para młoda wręcza kwiaty lub inne fanty rodzicom a DJ zaprasza do tańca. Z głośników rozbrzmiewa „Cudownych rodziców mam”.

Nie, nie jest to fajne, a raczej krępujące i na szczęście nasi rodzice zgodzili się z nami w tej kwestii. Jeśli będziemy rodzicom dziękować to bez świadków, bez prezentów, bez niepotrzebnej pompy.

Nie jesteśmy może najbardziej przekorną parą młodą (pozdrawiamy Sąsiadów ;P), ale jednak czasami „tradycyjnie”, czy „zawsze tak było”, nie oznacza, że musi tak być również na naszej imprezie.

 

Zabawy dla dorosłych

Tagi

, , , , , ,

Ankietka z poprzedniego posta pokazuje, że zdania na temat organizowania dodatkowych konkursów, gier, zabaw, czy jak to jeszcze można nazwać, są bardzo podzielone – jednym głosem przewagę zdobyła opinia negatywna. Dlaczego?

Naszym zdaniem konkursy / gry / zabawy są OK. Pokusilibyśmy się nawet o stwierdzenie, że mogą być przydatne.

Na początku wesela zazwyczaj jest sztywno. Rodziny się nie znają, pewnie większość ludzi widzi się pierwszy raz, albo nie widziało się jakieś sto lat. Nie ma co, nie jest to komfortowa sytuacja, bo nikt nie chce zrobić z siebie durnia. A co w sytuacji, kiedy to wszyscy zachowaliby się nie do końca poważnie angażując się w zabawę?

Naszym zdaniem takie przełamanie lodów może okazać się zbawienne, dlatego zdecydowaliśmy, że na naszym weselu będą „zabawy”.

Oczywiście każdy ma swoje wyobrażenie, więc doprecyzujmy o czym myślimy my, kiedy mówimy „zorganizowana przez konferansjera zabawa”. Liczymy się z tym, że nie każdemu odpowiada zabawa w gonionego wokół krzeseł, albo rozpoznawanie swojego partnera po kształcie nosa, dlatego chcielibyśmy skupić się na zorganizowaniu zabaw tanecznych. Wesele kojarzy się z tańcem, więc tego typu zabawy nie będą jakoś bardzo odbiegały od charakteru imprezy.

Chyba nie byłoby nic gorszego niż zabawianie gości non stop konferansjerką i ciągłe „przeszkadzanie” w tańcu. Nie chcielibyśmy, żeby impreza była przegadana, dlatego nie zakładamy cogodzinnych konkursów. Umiar we wszystkim, jak to mówią.

Tydzień zakończony niniejszym postem upłynął pod znakiem looku panny młodej, wystroju sali i dekoracji w ogrodzie. Próbowaliśmy również rozłożyć winietki na stołach – czy to zadanie jest w ogóle wykonalne?

Z ostatniej chwili: jesteśmy świeżo po spotkaniu z Marcinem (fotografem) i udało nam się dostrzec nadzieję i uwierzyć, że chodnik może nie rzucać się w oczy. Dzięki Marcin 🙂

 

Odliczanie

Został już tylko miesiąc z małym hakiem… Kiedy to minęło? Całe tygodnie, bo już nie dni, uciekają w przerażającym tempie, a my od telefonu do maila, od kosztorysu do notatnika, szukamy kolejnych pomysłów, robimy kolejne zakupy, wpisujemy do kalendarzy następne spotkania…

Wygląda na to, że idzie nieźle, ale patrząc na naszą listę „to do” raczej się nie skraca, a tylko pojawiają się na niej kolejne pozycje i zależności pomiędzy poszczególnymi zadaniami.

Co udało nam się zrobić? Ustaliliśmy (chyba) ostatecznie jak mają wyglądać dekoracje stołów gości, dopracowujemy własnym look, zastanawiamy się nad harmonogramem imprezy, dopinamy szczegóły menu.

Do zrobienia w sumie jeszcze ze wszystkiego po trochu – dokończyć, dokupić, domówić, dogadać, dopiąć, spiąć, zamknąć… A i tak do końca nie będzie wiadomo czy ze wszystkim się wyrobimy, jak co wyjdzie i czy w ogóle 😛

Teraz dobrze by było zgrywać luzaka, napisać, że co ma być to będzie i wcale się nie martwimy, ale to nieprawda. Mówią, że jeśli komuś zależy to się przejmuje – zależy nam.

Na sam koniec krótka ankietka – wstęp do następnego posta:

Przymiarki

Tagi

, , ,

Dzisiejszy dzień należy zaliczyć do wyjątkowo udanych.

Od dłuższego czasu planowaliśmy w końcu rozejrzeć się za garniturem. Na pierwszy ogień poszło Factory w Luboniu. Słyszeliśmy różne opinie na temat oferty sklepów z męską odzieżą w tym centrum handlowym, ale chcieliśmy przekonać się sami co i jak.

Do pierwszego sklepu, Próchnik, weszliśmy właściwie bez większego entuzjazmu, bo nawet nie braliśmy pod uwagę garniturów tej firmy. Kilka modeli na krzyż a do tego podeszła do nas ekspedientka bez większego doświadczenia i jakichkolwiek umiejętności sprzedażowych. Właściwie spodobał nam się jeden model, F włożył na siebie marynarkę, ale okazała się nie do końca dopasowana. Właściwie garnitur nie podobał się nam na tyle żeby kontynuować rozmowę z dziewczyną, która próbowała sprostać zadaniu obsługi Klienta. Rozpoczęliśmy akcję „ewakuacja”, gdy znikąd zjawił się Pan X – nie wyglądał na sprzedawcę, nie był też Klientem… Podszedł do F chwycił za guzik marynarki, rzucił coś o zmianie rozmiaru i kroju, zasugerował włożenie spodni. Dziewczyna straciła rezon, jej koleżanka (jak się później okazało kierowniczka) również, a my zaciekawieni całą sytuacją udaliśmy się w kierunku przymierzalni.

Pan X pomagał akurat innej parze w doborze garnituru. W rozmowie z nimi zdradził, że jest właścicielem sieci sklepów Próchnik i nie może pozwolić, żeby wyszli niezadowoleni albo bez garnituru. Po tych słowach grzecznie czekaliśmy na swoją kolej.

Źle dopasowany zestaw nie wchodził w grę, więc chwilę zajęło zanim Właściciel pomógł dobrać F garnitur. Konieczne było „rozparowanie” spodni i marynarki – potrzebowaliśmy dwóch różnych rozmiarów. Usłyszeliśmy: „mają państwo szczęście, bo jestem jedyną osobą w firmie, która może pozwolić sobie na sprzedaż spodni i marynarki w różnych rozmiarach”, otrzymaliśmy rabat w ramach prezentu ślubnego i sporo wskazówek jak powinien zostać ubrany Pan Młody. Obyło się bez wydawania majątku na garnitur szyty na miarę.

Pewnie nigdy nie dowiemy się ile z tego było czystym chwytem marketingowym, a ile przychylnością losu, ale wyszliśmy ze sklepu z szerokimi uśmiechami.

Cafe Przymiarka

Cafe Przymiarka

Dzień rozpoczął się od bardzo udanej przymiarki, więc wypadało w równie miły sposób go zakończyć. Wybraliśmy się na spacer i wstąpiliśmy na kawę do Cafe Przymiarka na Łazarzu. Jeśli mieszkacie lub bywacie w okolicy, lubicie dobrą kawę i chcielibyście ją wypić w nietypowym miejscu polecamy tę kawiarnię 🙂

 

Dozwolone od lat 18-stu

Na szczęście w wielu kwestiach związanych ze ślubem i weselem jesteśmy bardzo zgodni, mimo tego, że nie rozmawialiśmy o tym wcześniej. Pod stwierdzeniem, że wesele jest tylko dla dorosłych podpisujemy się oboje obiema (a w sumie czterema) rękami.

Wesele po polsku, w tradycyjnym rozumieniu tej imprezy, to wódka, taniec, szaleństwo i przyśpiewki do białego rana. Ponoć liczy się też to, czy nie będzie zbyt grzecznie, czy na pewno ktoś zaśnie pod stołem i czy odbędzie się jakaś bójka. Nie są to klimaty przeznaczone dla najmłodszych członków rodziny.

Dzieci to kochane, ale bardzo niesforne stworki, lubią biegać między szalejącymi na parkiecie parami, uwielbiają psoty i zabawy w chowanego. Oczy wokół głowy, które na co dzień posiadają rodzice, mogą nie wystarczyć do kontrolowania sytuacji w trakcie wesela, a wtedy pojawiają się wypadki, płacz i zaginięcia.
Tych przykrych momentów chcemy oszczędzić sobie a przede wszystkim naszym gościom.

Poza tym, już zupełnie praktycznie i logicznie – próby znalezienia czasu na „weselenie”, gdzieś między papu i siusiu nie będą komfortową sytuacją ani dla rodziców/opiekunów ani gospodarzy wesela czy pozostałych gości.

Nasze stanowisko znacie, a Wy co o tym sądzicie?

 a muzykę Czerwonych Gitar polecamy 🙂